- Yoh, wstawaj! – krzyknęła
Anna, ubrana była w szkolny mundurek, czyli zieloną spódnice przed kolano,
biała koszulę i kremowe baleriny. Już od dwudziestu minut czekała na
narzeczonego.
- Już jestem. – powiedział Asakura, zbiegając po drewnianych schodach.
On też przyodziany był w mundurek, tylko, że spódnice zastępowały spodnie, a
koszula była rozpięta. Oczywiście na jego szyi nie mogło zabraknąć rzemyka z
trzema pazurami. – Śniadanko.
- Chodź już jeść. – odparła dziewczyna - Przez ciebie znów się spóźnimy.
- No, ale Anno przecież dzisiaj zszedłem dużo wcze… - bronił się
szaman. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie ciemnookiej, by uciszyć bruneta. Z
przedpokoju, którego ściany pokrywała jasnobeżowa farba, przenieśli się do
salonu. Był on dość skromnie urządzony. Jedynymi meblami i urządzeniami
znajdującymi się w pomieszczeniu były: „niski” stół, telewizor i zwinięte pod
ścianą tatami. Podłogę pokrywała zielona wykładzina, murki[XD Synonim by
Microsoft Word Starter 2010 ^^] pomalowane były jasnożółtym inkaustem [synonim
by MWS 2010]. Na jamniku [te synonimy
mnie przerażają XD] czekało już śniadanie, czyli kanapki własnoręcznie zrobione
przez Annę. Tak, dobrze widzicie. Ciemnooka odkąd turniej się zakończył,
złagodniała. Można by rzec, że jej życie straciło sens. Będzie musiała wrócić
do Osorezan, do swojego rodzinnego domu. Miała trenować Yoh do turnieju, a
teraz? Asakurowie na pewno, znajdą dla swego potomka, lepszą żonę. Z tego co
było wiadomo dziewczynie, pani Kino wróciła na stałe do Izumo i połączyła swoją
szkołę medium z akademią swego męża. Odkąd 1080 Korali[Wiem, że w opowiadaniach
nie używa się systemu numerycznego, ale jest to nazwa własna.] zostało
zniszczone przez Zeka, energia Góry Strachu zmalała. Według najwyższych mediów
to brak korali, jest powodem tej anomalii. Lecz, co ona może zrobić? Po walce
zebrała wszystkie kamienie, ale nie była wstanie ich połączyć. Główny koral pękł
i to blokuje połączenie. Bardziej niż brakiem 1080 Korali, Anna obawiała się
wizyty u państwa Asakura. Zostali niby zaproszeni na wakacje, ale może tylko po
to by się z nią pożegnać?
- Nie jesteś głodna? – spytał zaniepokojony Asakura. Zdziwiło go
zachowanie narzeczonej. Już od kilku minut, bezowocnie próbował zwrócić na
siebie uwagę.
- Nie, jestem. – odparła ze spokojem dziewczyna – Powtarzałam w myślach
biologię przed dzisiejszym sprawdzianem.
- Spra… Sprawdzianem – zająkał się szaman.
- Kazałam Ci się wczoraj uczyć. – powiedziała ostro ciemnooka.
- Anno, chodź już, spóźnimy się. – Szybko zmienił temat. Nie chciał
przyznać się dziewczynie, że zamiast się uczyć spał, marząc o cheeseburgerach. Co to, to nie.
Już po kilku minutach gotowi do drogi, wyszli z domu. Z czasem
krajobraz zaczął się zmieniać. Piękne łąki i pola zastąpiły sklepy, domki
jednorodzinne i wieżowce. Jedynie zadzierając głowę wysoko do góry można było
dostrzec błękitne niebo, po którym poruszały się puchate, białe chmury.
- Szkoda, że nie ma z nami Manty. – mruknął szaman.
- Sam kazałeś mu jechać. – odparła spokojnie Anna.
- A co miałem zrobić? – oburzył się szaman – Dostał stypendium na
Uniwersytecie Harvarda. Miałem zmarnować jego życiową szansę.
- Nie – westchnęła Anna – Dobrze zrobiłeś. A teraz zapraszam do szkoły. – Powiedziała
wskazując budynek.
Szkoła była dość spora. Składała się z trzech kondygnacji i piwnic.
Ściany budynku pokrywała farba w odcieniu ecru. Przed placówką stało jeszcze
wielu uczniów, co oznaczało, że lekcje się jeszcze nie zaczęły. Nasi młodzi
szamani wolnym krokiem przemierzali korytarze, by już po chwili znaleźć się w
pracowni biologicznej. W Sali stały trzy rzędy ławek, ostatnią zajmował Yoh, a
wcześniejszą jego narzeczona. Już po chwili do klasy wszedł profesor Umekai.
Był to wysoki czterdziestolatek o jasnych włosach. Był wymagający i nie
podobało mu się zasypianie Yoh na jego lekcjach. W ręku dzierżył pęk kartek.
- Są wszyscy – powiedział złowieszczo – Zaczynamy sprawdzian.
~*~
Północne Hokkaido, piękny teren
pokryty bujnymi lasami i bagnami. Między tymi ekosystemami znajdowały się pola.
Ich uprawą zajmowali się ludzie z plemienia Ajnów*. Oczywiście nie sadzili oni
ziemniaków, ryżu czy kukurydzy, tylko lilie wodne. Ich cywilizacja od wieków
zajmowała się tworzeniem nowych domów dla drobiażdżek. Jeden z przedstawicieli
tego ludu, od rana próbował odpalić ciągnik. Niestety, wredne ustrojstwo nie
chciało współpracować. Wspomnianym mechanikiem był niebieskowłosy chłopak,
ubrany w krótkie, niebieskie spodenki do kolan i biało-niebieską kurtkę. Jego
towarzyszem był wysoki mężczyzna ubrany w fioletową koszulę i biały garnitur.
Najłatwiej było go rozpoznać po fryzurze na Elvisa Presleya.
- Daj ja spróbuje. – odezwał się Ryu.
- Poczekaj, jeszcze przekręcę ten wichajster.
- Mistrz Yoh, na pewno umiałby go naprawić. – westchnął brunet.
- Działa! – krzyknął dumnie Trey. Po wielu godzinach pracy udało mu się
uruchomić to cholerstwo. – Wsiadaj, jedziemy!
- Przecież się nie zmieścimy! – wrzasnął Umemiya.
- Pirika się mieściła. – mruknął niebeskowłosy.
- A gdzie ona jest? – spytał wysoki szaman.
- Pirika? – zdziwił się Horo Horo – Od zakończenia turnieju większość
czasu spędza z Yoko Yukei.
- Z jaką znowu Yoko?
- Yukei to stara szamanka. Mieszka daleko w lesie. Moja siostrzyczka
upatrzyła sobie w niej wzór.
- Aha. – odparł niepewnie Ryu.
- Może i dobrze. – zaśmiał się Trey. – Chociaż nam nie przeszkadza.
~*~
Zielonowłosy chłopak zauważył list
wsunięty pod drzwi, wchodząc do mieszkania. Ubrany był w zielone spodnie i
biała koszulę. Szybko zabrał przedmiot i z siatkami pełnymi zakupów ruszył do
kuchni. Była ona dość duża. Wszystkie ściany zabudowane były mahoniowymi meblami.
Podłogę pokrywały brązowe kafelki połączone białymi fugami. Na jednej z szafek
stało zdjęcie w srebrnej ramce. Przedstawiało ono pewne małżeństwo. Blondwłosa
kobieta ubrana była w fioletową suknie balową, a mężczyzna przyodziany był w
czarny smoking. Wyróżniały go zielone włosy. Chłopak z namaszczeniem przejechał
palcem po zdjęciu. Momentalnie mały duszek zaczął tulić się do jego policzka. Ubrany
był w różowy kostium. W słońcu, wpadającym przez okiennice skrzyły się jego
małe przezroczyste skrzydełka.
- Och, Cloe – zaśmiał się chłopak – Nie martw się , ten etap życia mam
za sobą.
Po tych słowach duszek odleciał w tylko sobie znanym kierunku. W tym
samym czasie Lyserg postanowił zrobić sobie obiad. Wyjął z szafki garnki i
różne produkty potrzebne do wykonania zapiekanki pasterskiej. Po około godzinie
mógł zasiąść do posiłku. Przez to, że stracił rodziców, nauczył się gotować,
prać i sprzątać. Jego charakter też uległ zmianie. Przez krzywdy, których doświadczył w dzieciństwie, zmienił się nie do
poznania, z roześmianego dziecka w dość opryskliwego i ponurego młodzieńca. Po
chwili do kuchni ponownie wleciała Cloe. W swoich małych dłoniach dzierżyła
dzwonek wyroczni. Położyła go tuż przed talerzem Lyserga. Diethel wziął
urządzenie. Niestety wyświetlacz był pusty. Zaraz po zakończeniu Turnieju
dzwonki nie tylko umilkły, ale i zostały były zdezaktywowane. Nie było to
zarządzenie Króla Duchów, ale Goldwy. Staruszka obawiała się włamań do serwerów
rady i pobierania informacji na temat uczestników.
- Cloe, Turniej został zawieszony – mruknął szaman – Kiedy go wznowią,
na pewno dzwonek wyroczni na pewno zadzwoni.
Duszka ta odpowiedź nie satysfakcjonowała. Wróżka obawiała się, że ktoś
o nich zapomniał.
- Nie martw się, Yoh lub Ryu nas poinformują o rozpoczęciu Turnieju - „O ile się w ogóle zacznie…” dodał w myślach.
Wiedział, że jego stróżowi bardzo na tym zależy. Tęskniła za Mosuke, Cory czy
Amidamaru.
- Dobrze, teraz idę sprawdzić pocztę, a później poćwiczymy różdżkarstwo.
Jak powiedział, tak zrobił. Zabrał z kuchennego blatu listy. Wolnym
krokiem poszedł do salonu. Było to gustownie urządzone pomieszczenie. Ściany
pokrywała beżowa, wzorzysta tapeta, a podłogę drewniane panele. Przy oknie stało
biurko z ciemnego drewna. Znajdowała się na nim szara lampka i kilka
rozrzuconych zeszytów. Po drugiej stronie pokoju stała zielona sofa i dwa
fotele. Chłopak usiadł na jednym z nich. Większość listów była rachunkami=,
które skrupulatnie płacił. Pieniądze miał ze spadku po rodzicach. Ród Diethelów
był niegdyś znanym i szanowanym zarówno przez ludzi jak i szamanów klanem.
Niestety podczas II Wojny Światowej wielu członków tej rodziny zostało
zabitych. Została jedna linia tego rodu, której ostatnim żyjącym członkiem był
Lyserg Diethel. Oczywiście była to oficjalna wersja. Jego dalsza rodzina żyła,
tylko, że pod zmienionymi nazwiskami. Dobry kontakt chłopak utrzymywał ze swoją
ciotką Margharet Lerie de Moriera(czyt. Margaret Lerje de Morjera ^^),
francuską arystokratką brytyjskiego pochodzenia. Ona również była różdżkarzem i
do tego bardzo utalentowanym. Niestety wiedziało o tym nie wiele osób. Ona też
chętnie wysyłała zielonowłosemu pokaźne kieszonkowe.
Wśród listów przyniesionych przez chłopca, był tam też ten znaleziony
pod drzwiami. Lyserg w osłupieniu czytał nadawcę tejże korespondencji.
Momentalnie wzrosła w nim wściekłość. Miał ochotę wyrzucić list albo go
rozedrzeć na milion kawałków i spalić w kominku.
Niestety ciekawość okazała się silniejsza…
~*~
Jedna z Karlsruh’skich* klinik pękała w szwach. Mimo, że znajdowała się
na obrzeżach miasta nie mogła narzekać na brak chorych. Od lat prowadziła ją
rodzina Faustów. Aktualnym właścicielem był Johann Faust VIII. Oczywiście zatrudniał
on innych lekarzy, pracowników obsługi i pielęgniarki. Obok budynku
szpitalu/przychodni znajdował się dom właściciela i jego ukochanej, niestety
zabitej podczas napadu żony, Elizy. Tak jak przed laty, w piwnicach szpitala znajdował
się gabinet Fausta I, pierwszego nekromanty. Dostęp do niego miał jedynie
Johann. By chronić rodzinną spuściznę założył na to pomieszczenie specjalną
cmentarną barierę. Oczywiście była ona zakamuflowana pod postacią „Łapacza Snów”.
Jedyną różnicą od oryginału była malutka czaszka nietoperz umieszczona w
największej obręczy.
W jednej z sal kliniki trwała operacja. Lekarzem był sam Faust VIII,
była z nim jego ukochana Eliza, która była obecna podczas wszystkich zabiegów
wykonywanych przez męża.
- Tracimy go – powiedział Johann. Już od ponad godziny walczył z
wylewem krwi do jamy brzusznej. Kiedy wreszcie udało mu się zatamować wyciek,
pacjent przestał walczyć – Co robić?
Jego ukochana nie odzywała się, nie musiała, oboje rozumieli się bez
słów. Wystarczyło jedno spojrzenie ukochanej, by mężczyzna wiedział co robić.
- Jesteś pewna? – spytał lekarz – No dobrze, ale musisz mi pomóc.
Kobieta jak na zawołanie rozpłynęła się w powietrzu by po chwili
pojawić się razem ze swoim szkieletem. Zapytacie pewnie, jak duch może coś
trzymać. Szkielet, nagrobek czy inną bardzo ważną rzecz w swoim życiu duch może
podnieść. Oczywiście musi być bardzo silny. Zwykła dusza błąkająca się po
cmentarnych uliczkach nie byłaby wstanie tego uczynić.
- Elizo, forma ducha! – po tych słowach kobieta wstąpiła w swój
szkielet, by po chwili powrócić do swej „cielesnej formy”.
- Gotowa?
Kobieta, tylko skinęła.
- Zaczynajmy….
~*~
- Przecież to nawet nie było
śmieszne – krzyczeli ludzie oglądając czarnoskórego komika.
- Sam nie jesteś śmieszny – wrzasnął Choco. Tak kochani, po zakończeniu
turnieju, nasz ulubiony kawalarz powrócił do Stanów by zarabiać na życie.
Ubrany w kostium banana próbował rozbawić swoich klientów. Oczywiście z różnym
skutkiem. Choć raczej negatywnym. Szkoda, że ludzie nie mają poczucia chociażby
Piriki albo Tamao.
- Chodź Choco – powiedział mały blondynek. Ubrany był w garnitur, czyli
obowiązkowy strój każdego ucznia Uniwersytetu Harvarda. Było już późno, a on
musiał czekać na swojego przyjaciela.
- Czekaj opowiem jeszcze jeden żaaa…
- Nie!!! – krzyknęli ludzie stojący nieopodal.
- Nie znacie się na prawdziwej sztuce – mruknął smutno komik.
- Chodź – powiedział Morty. Po tych słowach razem ze swoim kolegą
ruszył w stronę wynajętego mieszkania.
- Odzywał się do ciebie Yoh? – spytał po kilku minutach McDaniel.
- Tak – odparł z uśmiechem Oyamada, bardzo tęsknił za Yoh, ale
wiedział, że to dla niego wielka szansa. Nawet Anna popierała jego decyzje. Co
było dziwne, ponieważ za jednym zamachem straciła kucharkę, sprzątaczkę i
chłopca na posyłki. W sumie, został jej jeszcze Yoh. – Mieli dzisiaj sprawdzian
z biologii. Stwierdził, że w miarę dobrze mu poszło, bo Anna nie zasłoniła
swojej kartki.
~*~
- Tamao, spróbuj jeszcze raz – powiedział Yomei. Ubrany był swoje
codzienne kimono. Za to różowowłosa przyodziana był w swój dres, czyli ciemne
długie spodnie i biała koszulkę.
- Oczywiście mistrzu – powiedziała dziewczyna. Po zakończeniu turnieju
postanowiła się wziąć się za siebie. Regularnie ćwiczyła walkę razem z Ponchim
i Konchim. Dwa psotniki bardziej wolały denerwować dziewczynę niż pomagać jej w
doskonaleniu siebie. Tamara od niedawna ćwiczy również wizjonerstwo pod okiem
Mikichisy i Keiko oraz medytacje razem z uczennicami Kino. Treningi z rodzicami
bliźniaków były dość trudne. Dlatego, że Mikichisa cały czas czuje skutki walki
z Zekiem, a Keiko całe dnie spędza w świątyni. Prowadzi ona również dość znaną
na terenie całej Japonii firmę, z której utrzymuje się rodzina. Hm…
Przedsiębiorstwo to zostało założone jeszcze przez rodziców Yomei jako
dodatkowe źródło dochodu, ponieważ rozległe tereny wokół Izumo, w okolicach
Osorezan należą od wieków do klanu Asakura.
- Jeszcze raz - powiedział staruszek – Skup, że się dziewczyno.
- Ale to oni… - mruknęła dziewczyna wskazując na dwa duchy śmiejące się
z leżącej na ziemi dziewczyny.
- Chyba Kino przydadzą się dwa duchy by uczennice mogły poćwiczyć
odsyłanie dusz na tamten świat.
- Nie, nie, my będziemy grzeczni – krzyczeli przez siebie.
- Mam nadzieję – odparł najstarszy z Asakurów.
~*~
- Dziecko, żeby
opanować tą technikę, potrzeba talentu, czasu i ciężkiej pracy. Czy jesteś na
to gotowa?
- Oczywiście.
~*~
Witajcie, kochani. Wiem, że rozdział miał być na początku maja, ale chyba wszystkim ten miesiąc w dziwnych okolicznościach uciekł. A jak wam minął ten piękny choć burzowy okres? Mi bardzo przyjemnie. No może prócz, tego, że w kółko musiałem się uczyć, ale ja się nie martwię. Czerwiec i tak będzie sto razy gorszy. Chciałbym wszystkich przeprosić za to, że u kogoś nie skomentowałem. Wiem, że chyba na 100% u Spokoyoh i Yohao♥. Które nawiasem mówiąc są jedynymi czytelniczkami tego bloga. Znaczy się komentującymi. Na prawdę, ja nie wymagam wypracowania na stronę A4, tylko kilka słów. Dla was to chwila, a mi jest miło gdy widzę, że się komuś podoba. W maju też przeszedłem staż w szabloniarni Krytyczna Biel. Nom i są tam nawet szabloniki z SK. Łącznie 5 chyba, i jedno zamówienie też z naszym ukochanym anime|mangą. Serdecznie zapraszam[Link] i tam we wcześniejszym jest z Yoh i Anną [Link]. Obrazki z szablonów wolnych pochodzą z prywatnych zasobów Yohao♥ i Spokoyoh. Jesteście nawet w kredytach jako numerki 14 i 15. Jeśli macie jakieś fajne obrazki możecie wysyłać, chętnie z nich coś zrobię.
Wiecie, że 22 maja ten blog skończył już pierwszy roczek. Jupi ^^
A jak wam się podoba szata graficzna tego bloga. Sam ją zrobiłem. nagłówek trochę za ciemny, ale to się da poprawić. Oczywiście tamten szablon również był bardzo fajny, ale trochę ponury i sprawiał mi trochę kłopotów. Co by tu jeszcze. A słyszeliście, że czytnik google ma być usunięty, a co za tym idzie funkcja obserwatorzy. Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć zapraszam do Szarej Kawiarenki bloga prowadzonego przez Aleksandrę(dawniej Lien) znanej z opowiadań o SK np. "Day&Night". Chętnych zapraszam[Link].
Chciałbym zaprosić was na opowiadanie o SK autorstwa Karmen, na prawdę warto, bo dziewczyna genialnie piszę. Zapraszam [Link]
Następny rozdział w drugiej połowie czerwca.
No to już chyba wszystko. jak coś dodam edit albo napiszę następnym razem.
Pozdrawiam ^^

